Narzędzie, którego sam używam codziennie
Nie sprzedaję systemu, którego nie znam. Otwieram go rano razem z warsztatem i zamykam wieczorem po ostatnim wydanym rowerze.
Prowadzę firmę w Polsce od 2007 roku, a sklep i serwis rowerowy w Gdyni od 2014. W branży jestem od 25 lat — i znam ten biznes od podszewki, nie z prezentacji.
Zanim otworzyłem własny sklep, przez lata pracowałem dla kilku znanych marek rowerowych i firm dystrybucyjnych. Poznałem tę branżę z obu stron lady: jako ten, kto dostarcza towar i rozpatruje reklamacje, i jako ten, kto przyjmuje sprzęt od klienta. Dziś zajmuję się dystrybucją, sprzedażą rowerów i części oraz serwisem.
Robiłem w tym czasie wszystko, co robi każdy właściciel serwisu: przyjmowałem sprzęt przy ladzie, wyceniałem naprawy, tłumaczyłem klientowi, dlaczego część przyjdzie za dwa tygodnie, szukałem zdjęcia do reklamacji w grupie na WhatsAppie i odbierałem piąty telefon z pytaniem „czy już gotowe". Znam każdą stronę tej roboty, łącznie z tymi, o których nikt nie pisze w folderach.
Mam wykształcenie ekonomiczne, marketingowe i informatyczne — ale najwięcej nauczyła mnie własna lada. To połączenie jest rzadkie i właśnie z niego wzięło się RMAI. Każda funkcja przechodzi najostrzejszy test, jaki istnieje: sprawdza się na prawdziwych zleceniach prawdziwych klientów w moim warsztacie, zanim trafi do Ciebie. Jeśli coś nie działa albo przeszkadza, wiem o tym pierwszy — bo to ja klikam w to codziennie.
Zaczęło się od reklamacji. Zbudowałem prosty system RMA na potrzeby Veloportu, żeby udostępnić go naszym dostawcom — bo obieg zgłoszeń gwarancyjnych mieli rozwiązany fatalnie: maile, arkusze, telefony i decyzje, których nikt nie umiał odtworzyć po trzech tygodniach. Miało zostać przy jednym module dla kilku firm.
Projekt ruszył jednak szybciej, niż zakładałem. Kolejni klienci podsyłali kolejne sugestie — czego brakuje im w narzędziach, których używają dziś, i co chętnie zastąpiliby czymś sensowniejszym. Tak powstały zlecenia serwisowe, rezerwacje, sprzedaż, grafik pracy i wypożyczalnia. Żaden z tych modułów nie był moim pomysłem — każdy wziął się z konkretnego zdania konkretnej firmy o tym, co ją uwiera.
Przez lata wdrażałem u siebie kolejne programy. Każdy robił jedną rzecz, a ja potrzebowałem czterech naraz: serwisu, reklamacji u dystrybutora, rezerwacji i sprzedaży — w jednym miejscu, bez przepisywania danych między systemami. Takiego narzędzia nie było, więc zrobiłem je sam. A że wyszło z tego coś, czego używam codziennie, udostępniłem to innym.
Dlatego w RMAI nie ma pól, których nikt nie wypełnia, ani ekranów, przez które trzeba przeklikać się do rzeczy naprawdę potrzebnej. Nie ma też funkcji dodanych po to, żeby ładnie wyglądały na liście — każda wzięła się z konkretnego dnia, w którym czegoś zabrakło.
RMAI nie kończy się na moim sklepie. Veloport jest polem testów i niekończącym się źródłem potrzeb, ale kierunek rozwoju wyznaczają firmy, które z systemu korzystają — nie to, jak długo będę prowadził własny serwis. Ten projekt ma być tworzony przez ludzi takich jak ja i jak Ty, a nie przez jedną ladę w Gdyni.
Po co się tym dzielę? Bo narzędzie, które działa, powinno pracować dla większej liczby firm niż jedna. Chcę, żeby polskie warsztaty i salony zarabiały więcej, pracowały sprawniej i traktowały klientów tak, żeby ci wracali chętniej i częściej. To nie jest slogan — to jest dokładnie to, co RMAI zrobiło u mnie, zanim zacząłem je komukolwiek pokazywać.
Polski produkt, polskie realia
Zbudowane tutaj
Polska ma jedne z najlepszych zespołów IT w Europie i ogromne doświadczenie w integracjach oraz nowych technologiach. RMAI jest tego przykładem — powstało w kraju, w którym takie rzeczy robi się dobrze.
Pod polskie przepisy
KSeF i struktura FA(3), NIP z sumą kontrolną, 14-dniowy termin reklamacyjny, RODO i zgody marketingowe, faktury w polskim formacie. Nie tłumaczony system z zagranicy, w którym połowa pól nie pasuje.
Wsparcie po polsku
Piszesz do człowieka, który rozumie, o czym mówisz, gdy wspominasz o przerzutce albo o kliencie z reklamacją u dystrybutora. Bez tłumacza i bez zgadywania, o którą funkcję chodzi.
Wpięte w to, czego używasz
wFirma, inFakt, iFirma, Fakturownia, KSeF, Paynow, SMS-y, kalendarze Google i Apple. Polskie programy księgowe, polskie płatności — bo tego naprawdę używacie.
Sprawdź to u siebie
Trzydzieści dni bez opłat i bez podawania karty. Jeśli nie przekona Cię po dwóch tygodniach pracy, po prostu nie zostaniesz — nie ma umowy ani okresu wypowiedzenia.